Blog Matki Polki, Matki Półpolki, Żony Irlandczyka. O różnicach kulturowych, wielokulturowości, dwujezycznosci i wielu innych mniej lub bardziej interesujacych sprawach, moich obserwacjach i przemysleniach.
wtorek, 30 września 2014
Biznesmama
W porzadku, biznes mama to troche na wyrost :D
Ale pomyslalam ze tytul bedzie bardzo a propos, albowiem chcialam napisac slow kilka na temat mojej dzialalnosci gospodarczej :) Oprocz tego, ze pracuje na caly etat jako programista, od roku (z hakiem) prowadze rowniez wlasna firme, ktora obecnie probuje zarejestrowac.
Otoz pieke ludziom torty :)
Nie traktuje tego zbyt powaznie. Jak dla mnie, to hobby, ktore samo za siebie placi (bo wyzyc z tego nie dalabym rady) a czasem jeszcze pare groszy mi z tego zostanie :) Smutna prawda jest taka, ze ja to uwielbiam robic. Pieczenie, przekladanie, obkladanie, dekoracja. Moglabym tak godzinami :) Gdybym nie lubila, to bym palcem nietykala, ale coz poradzic - to juz prawie nalog :) Jak dlugo nikt nic nie zamawia (bo niestety konkurencja w rejonie ogromna) to az mi przykro.
Nie wydaje mi sie, zeby to jakos bardzo kolidowalo z byciem rodzicem. Wrecz przeciwnie. Mila bardzo lubi mi pomagac, rozbijac jajka, trzyma mi mikser, uwielbia bawic sie masa cukrowa, ktora obkladam torty i zawsze pyta czy moze wylizac koncowki od miksera po kremie :)
Czasem mamy z tym wiecej zabawy, czasem mniej. Nie mniej widze ze bardzo ciagnie ja do gotowania i pieczenia. Ma to swoje zalety - ma swoje wady :) Ostatnio odkryla w sobie zylke odkrywcy i gdy my smacznie spimy w niedzielne poranki, zakrada sie do kuchni otwiera szafki i "gotuje". Np. wrzuuca makaron i ryz do garnka i zalewa olejem. Albo probuje smazyc jajka. Na szczescie "jeszcze" nie wie jak wlaczyc kuchenke - i oby jak najdluzej ;)
poniedziałek, 8 września 2014
Edukacje w polskiej szkole uwazam niniejszym za rozpoczeta.
Jestem nadopiekuncza i jest to fakt, ktory juz dawno dopuscilam do swiadomosci.
Wydzielanie mojemu dziecku coraz to nowych ilosci swobody nie przychodzi mi latwo.
Zanim sie na cos takiego zdobede musze sprawdzic, gdzie, z kim, kiedy. W jezyku angielskim funkcjonuje urocze okreslenie "control freak", w dowolnym tlumaczeniu swir na punkcie kontrolowania - ktore do mnie bardzo pasuje. W moim przypadku powody sa oczywiscie bardziej szlachetne, chodzi mi o troske tylko i wylacznie. Zeby nie bylo.
W zwiazku z czym, pofatygowalam sie z pierworodna do polskiej szkoly w sobote, na rozpoczecie roku szkolnego (oficjalnie) podczas gdy nieoficjalnie moge przyznac ze gdybym nie pojechala i nie zobaczyla to spac bym nie mogla.
Szkola bardzo przyjemna. Pani od grupy przedszkolnej wydaje sie bardzo kompetentna. Dzieci obserwowane dyskretnie przez szybe w drzwiach - szczesliwe.
Jedyne bubu ktore psuje caly urok, to to ze dzieci dojezdzaja tam prawie godzine. Na szczescie jest autobus, ktory dowozi mlodziez. Mila - zadowolona, bawi sie z dziecmi ktore dla odmiany mowia po polsku - co jest jak dla mnie super. Wiadomo, ze to ze ja mowie po polsku nie zrobi na niej az takiego wrazenia jak to, ze moze sie bawic z dziecmi ktore mowia w tym jezyku.
Suma sumarrum - jestem na tak. Zobaczymy co bedzie pozniej.
wtorek, 2 września 2014
Pusto nie tylko u mnie.
W momencie gdy zdecydowalam sie zreaktywowac, okazalo sie, ze nie tylko moj blog zamarl.
Blogi, ktore sledzilam, tez opustoszaly. Oj cos czuje ze potrzebuje nowej literatury :)
Poki co, ciesze sie ze dzieciowo.pl dalej rosnie w sile, jest co poczytac do porannej kawy :)
poniedziałek, 1 września 2014
Reaktywacja?
Nie bylo mnie tu dlugo i intensywnie a blog moj zial pustka poprzez rok z hakiem.
Tak sobie mysle, ze czas to nadrobic. Czas zlapac za klawiature i zaczac sie znow produkowac.
Dziecko moje zaczyna szkole. Tak, nie masz drogi czytelniku zwidow. Szkole. W wieku lat czterech i jedna czwarta moja pierworodna rozpoczyna przygode z Edukacja. A mianowicie z tak zwana P1 czyli Primary 1. Cos mniej wiecej jak nasza zerowka. W zwiazku z czym goraco pozdrawiam rodzicow, ktorzy mowia ze ich dziecko nie pojdzie do szkoly w wieku lat 6. U nas nie ma przepros. Pakujemy mlodziez w mundurek, pudelko na sniadanie w reke, plecak na plecy i jazda sie ksztalcic mlodziezy.
Dodatkowo w soboty zaczynam szkole polska. Ku przerazeniu babci lokalnej, ktora twierdzi ze dziecko bedzie zmeczone.
Szczerze powiedziawszy ja tez sie obawiam. Mila mowi dobrze po polsku, jak na dziecko "mieszane", ale nie mowi idealnie. Przekreca slowa, zle odmienia itd. Ja i tak jestem z niej bardzo dumna, ale boje sie jak sobieda rade. Boje sie ze inne dzieci beda jej dokuczaly czy sie z niej smialy. Z drugiej strony, wiem ze nie moge trzymac jej pod kloszem i wiem ze musi nauczyc sie sobie radzic sama.
Ona jest bardzo otwarta i przykjacielska. Mam nadzieje ze szkola jedna i druga, nowi koledzy i nowi nauczyciele w niej tego nie zmienia.
środa, 7 sierpnia 2013
Dzien Matki
- Kiedy jest dzien matki? Zapytala mnie wczoraj Mila.
- 26 Maja - odpowiedzialam.
- A noc matki, kiedy jest?
:)
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Ogrod
W czerwcu w wypadku samochodowym zginal pradziadek Mili. Wszyscy uczestnniczylismy w pogrzebie. Gdy weszlismy na cmentarz, Mila zaptala: Mamusiu, czy tu jest ogrod Pana Boga?
wtorek, 16 kwietnia 2013
Jaka matka taka corka ;)
Powiedzmy sobie otwarcie: mam obsesje na punkcie Garego Lightbodyego ze Snow Patrolu. No bo mam. Bo podobaja mi sie teksty, a od zawsze bylam zafascynowana slowem pisanym, bo mam wrazenie ze wlamal sie do mojej glowy i spiewa o tym co w niej siedzi. W oczy tez mnie specjalnie nie kluje, bo jest (co tu duzo mowic) w moim typie: wysoki, niebieskooki i kudlaty :D
Wyslano mnie na trening do Belfastu na kilka dni i gdy wrocilam, steskniona za dzieckiem postanowilam sie potarzac z nia na dywanie. Wlaczylam TV zeby grala nam jakas muzyka i tak sie stalo, ze na srebrnym ekranie pojawil sie Gary. Nagle Mila zamarla.
- Cicho Mamusiu! To moja ulubiona muzyka! - zawolala po czym zaczela wpatrywac sie w ekran.
- O! To moj Tatus! - Zawolala, gdy zobaczyla Garego. Juz prawie mialam dodac ze to mamusi pobozne (lub nieco mniej;) zyczenie, ale ugryzlam sie w jezyk i postanowilam uswiadomic ja za wczasu.
- Nie kochanie, to nie Twoj Tatus, to Gary Lightbody.
- Ooooooh... - dodala Mila rozmazonym glosem - To moj ulubiony Gary Lightbody!
Zeby wyjasnic pomylke Mili, dodam tylko ze jej Tatus wyglada troche jak G.L. z tym ze jest rudy i troche bardziej zarosniety, ale video bylo czerwonawe, wiec o blad latwo ;)
Wyslano mnie na trening do Belfastu na kilka dni i gdy wrocilam, steskniona za dzieckiem postanowilam sie potarzac z nia na dywanie. Wlaczylam TV zeby grala nam jakas muzyka i tak sie stalo, ze na srebrnym ekranie pojawil sie Gary. Nagle Mila zamarla.
- Cicho Mamusiu! To moja ulubiona muzyka! - zawolala po czym zaczela wpatrywac sie w ekran.
- O! To moj Tatus! - Zawolala, gdy zobaczyla Garego. Juz prawie mialam dodac ze to mamusi pobozne (lub nieco mniej;) zyczenie, ale ugryzlam sie w jezyk i postanowilam uswiadomic ja za wczasu.
- Nie kochanie, to nie Twoj Tatus, to Gary Lightbody.
- Ooooooh... - dodala Mila rozmazonym glosem - To moj ulubiony Gary Lightbody!
Zeby wyjasnic pomylke Mili, dodam tylko ze jej Tatus wyglada troche jak G.L. z tym ze jest rudy i troche bardziej zarosniety, ale video bylo czerwonawe, wiec o blad latwo ;)
środa, 13 marca 2013
Przychodzi baba do lekarza...
... a raczej dzwoni. Zeby sie umowic na wizyte. Pani w recepcji odpowiada: najblizszy termin: przyszly czwartek.
Baba mowi: Ale ja tutaj do przyszlego czwartku nie wytrzymam. Co noc od kilku dni boje sie ze znajde pluca na poduszce, tak okropny mam kaszel, mam 38.7 temperature, nie moge sama zejsc z lozka, potrzebuje zwolnienie do pracy a na dodatek moja 2.5 letnia coreczka ma takie same objawy.
Pani w recepcji odpowiada: oddzwoni do Pani lekarz.
Po 2 godzinach lekarz oddzwania. Przez telefon: Dam Pani antybiotyki (w ciemno) i coreczce tez (tez w ciemno).
Po tygodniu objawy dalej takie same, antybiotyk wyjedzony. Mozliwosc wizyty kontrolnej za kolejne 1.5 tygodnia. Temperatura jak byla tak jest, kaszel tak samo. Na szczescie mija po kolejnych kilku dniach, sam z siebie.
Dzisiaj, po kolejnych dwoch tygodniach smieje sie z tej historii - zeby nie plakac. Ludzie w Polsce narzekaja na sluzbe zdrowia, ale tutaj wcale nie jest lepiej. To tylko jeden z wielu przykladow. Moze kiedys sie pokusze i rozwine temat.
Po tygodniu objawy dalej takie same, antybiotyk wyjedzony. Mozliwosc wizyty kontrolnej za kolejne 1.5 tygodnia. Temperatura jak byla tak jest, kaszel tak samo. Na szczescie mija po kolejnych kilku dniach, sam z siebie.
Dzisiaj, po kolejnych dwoch tygodniach smieje sie z tej historii - zeby nie plakac. Ludzie w Polsce narzekaja na sluzbe zdrowia, ale tutaj wcale nie jest lepiej. To tylko jeden z wielu przykladow. Moze kiedys sie pokusze i rozwine temat.
wtorek, 26 lutego 2013
Makijaz
Mila dostala od babci torebke. Chodzila z nia dumna prezentujac ja wszystkim mniej lub bardziej zainsteresowanym. Aby jej zawartosc jak najbardziej przypominala mamusiowa, dorosla torebke, Mila postanowila dorzucic obgryziona bezbarwna pomadke. Oczywiscie pomadce po matce nie dane bylo spoczac na dnie, lecz byla wyciagana co 30 sekund, Mila ostentacyjnie malowala nia sobie usta po czym odkladala ja na miejsce. W koncu przyszedl wieczor, czas bylo klasc sie spac. Mila zapidzamowana, z umytymi zebami i przyleglosciami nagle sie zerwala:
- Mamusiu! Ja nie moge tak isc spac!
- Jak?
- Tak "z makijazem"! Przed spaniem zmywa sie makijaz!
:D
- Mamusiu! Ja nie moge tak isc spac!
- Jak?
- Tak "z makijazem"! Przed spaniem zmywa sie makijaz!
:D
środa, 13 lutego 2013
Smierc Poetki
Kilka lat temu obejrzalam film pt. Sylvia, z Gwyneth Paltrow w roli glownej. Wydaje mi sie ze ogladalam go przynajmniej 2 razy, a moze wiecej. Opowiada on o malzenstwie jednej z moich ulubionych poetek, Sylvii Plath. Dwa dni temu przypadla 50. rocznica smierci Sylvii. Nie czytalam jej wierszy od bardzo dawna, chyba dlatego ze jestem umiarkowanie szczesliwa (odpukac) i nie mam potrzeby siegac do przygnebiajacej lektury poezji jej autorstwa. Nie mniej w pewnym momencie uswiadomilam sobie, jak bardzo zmienilo sie moje postrzeganie swiata. Jak pisala szymborska: Nie kazdy lubi poezje ergo: nie kazdy zna zyciorysy poetow, dlatego pozwole sobie przyblizyc dwa zdania z Wikipedii poswiecone Sylvii: Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie.
Gdy po raz pierwszy obejrzalam film, dzieci mnie jakos bardzo nie poruszyly. Wiedzialam ze je miala, wiedzialam ze popelnila samobojstwo gdy byly w domu. Najbardziej przezywalam fakt, ze zrobila to, gdyz byla w depresji. Zostawil ja maz. Zostawil ja dla innej kobiety. Nota bene ta "inna kobieta" tez popelnila samobojstwo, w dokladnie taki sam sposob jak Sylvia, nie silac sie jednak na subtelnosc, zabila rowniez swoja mala coreczke.
X lat pozniej jest mi rownie przykro, z powodu smierci jednej z moich ulubionych poetek. Jednak teraz wydaje mi sie, ze nigdy nie powinna miec dzieci. To po pierwsze. Po drugie, mam strasznego wkurwa na Teda Hughesa, jej meza. Nie tylko za to, ze ja zostawil, ze polecial wic gniazdo z inna, ale dlatego, ze nie zabral ze soba dzieci. Ze sie nimi nie zajal. Ze nie dal jej czasu i przestrzeni na zajecie sie soba, pomimo ze zdawal sobie sprawe ze stanu zdrowia swojej zony. Ze jej nie pomogl. Dokopalam sie rowniez do informacji na temat dzieci Sylvii, Friedy i Nicholasa. Frieda odziedziczyla po matce talent pisarski, mieszka obecnie w Australii. Nicholas odziedziczyl po matce depresje i sklonnosci samobojcze. Powiesil sie w 2009 roku.
Gdy po raz pierwszy obejrzalam film, dzieci mnie jakos bardzo nie poruszyly. Wiedzialam ze je miala, wiedzialam ze popelnila samobojstwo gdy byly w domu. Najbardziej przezywalam fakt, ze zrobila to, gdyz byla w depresji. Zostawil ja maz. Zostawil ja dla innej kobiety. Nota bene ta "inna kobieta" tez popelnila samobojstwo, w dokladnie taki sam sposob jak Sylvia, nie silac sie jednak na subtelnosc, zabila rowniez swoja mala coreczke.
X lat pozniej jest mi rownie przykro, z powodu smierci jednej z moich ulubionych poetek. Jednak teraz wydaje mi sie, ze nigdy nie powinna miec dzieci. To po pierwsze. Po drugie, mam strasznego wkurwa na Teda Hughesa, jej meza. Nie tylko za to, ze ja zostawil, ze polecial wic gniazdo z inna, ale dlatego, ze nie zabral ze soba dzieci. Ze sie nimi nie zajal. Ze nie dal jej czasu i przestrzeni na zajecie sie soba, pomimo ze zdawal sobie sprawe ze stanu zdrowia swojej zony. Ze jej nie pomogl. Dokopalam sie rowniez do informacji na temat dzieci Sylvii, Friedy i Nicholasa. Frieda odziedziczyla po matce talent pisarski, mieszka obecnie w Australii. Nicholas odziedziczyl po matce depresje i sklonnosci samobojcze. Powiesil sie w 2009 roku.
Mysle, ze bylaby szczesliwsza nie bedac matka, nie bedac odpowiedzialna za Twoje malych ludzi, skoro nie mogla poradzic sobie sama z soba.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Miniona noc byla brutalna.
Zgodnie z lokalna tradycja, z okazji Swiat Bozego Narodzenia, wstawilismy Mili kit o smoczku. Brzmial on nastepujaco:
Miluniu, w Boze Narodzenie, Mikolaj zostawi Ci prezenty. Ale Ty musisz zostawic na choince swoj smoczek, zeby Mikolaj wracajac, mogl go zabrac dla malych reniferkow.
Dziecko bajke lyknelo, smoczek oddalo i od tej pory, skonczyly sie dla nas dobre czasy :(
Miluniu, w Boze Narodzenie, Mikolaj zostawi Ci prezenty. Ale Ty musisz zostawic na choince swoj smoczek, zeby Mikolaj wracajac, mogl go zabrac dla malych reniferkow.
Dziecko bajke lyknelo, smoczek oddalo i od tej pory, skonczyly sie dla nas dobre czasy :(
Gdy byl smoczek (ahhhh wspominam go z sentymentem) Mila nie miala problemow z zasypianiem, nie bala sie ciemnosci, sporadycznie budzila sie w nocy. Niestety "to se nevrati" jak mawiaja Czesi. W 80% przypadkow wyje przed spaniem, prawie co noc budzi sie po kilka razy i domaga sie np. jogurciku. Albo plateczkow. Albo banana. Czyli czegos, do czego moze sobie poruszac buzia. Pare razy biegalam po jogurt, ale zakonczylo sie to placzem o ogladanie bajek. Raz nawet robilam jej platki, bo myslalam ze nie dojadla moze w ciagu dnia, ale nie tknela ich nawet. Poza tym boi sie (nagle) ciemnosci, chce spac przy otwartych drzwiach i zapalonym swietle. Nie wspomne o takich "drobiazgach", jak zdejmowanie pampersa ktorego nosi tylko na noc i celowe sikanie w lozka (z premedytacja). Jak dla mnie, to typowy syndrom odstawienia. Z jednej strony, to ciesze sie ze "Monia" juz z nami nie ma. Wiem, wiem o tych wszystkich skutkach ubocznych, ktore ze soba niesie. Krzywy zgryz i takie tam. Wiem, ze kiedys to trzeba bylo zrobic, zwlaszcza ze Mila zaczynala sie wobec niego zachowywac jak nalogowiec. Ale cena, jaka placimy za to jako rodzice i ludzie pracujacy, jest naprawde wysoka. Zeszlej nocy poszlam spac przed 2. O 2.30 Mila obudzila sie i zaczela plakac o wszystko. Nie zmruzylam oka do rana, o 7 musialam wstac i szykowac sie do pracy. Dzisiaj mam przed soba ciezki dzien pod wzgledem zawodowym. Trudny projekt do zrealizowania i niecala godzine snu na koncie. Tiaaaa... powodzenia :S
czwartek, 3 stycznia 2013
Dialogi
Mila: Mamusiu, co robisz?
Ja: Maluje duzy pokoj.
3 minuty pozniej.
Mila: Mamusiu, co robisz?
Ja: Maluje duzy pokoj.
2 minuty pozniej.
Mila: Mamusiu, co robisz?
Ja: Maluje duzy pokoj, ale zapytaj mnie jeszcze raz a bede bila pupcie!
3 minuty pozniej.
Mila: Mamusiu...
Ja: Co znowu?!
Mila: Kocham Cie!
Ja: Maluje duzy pokoj.
3 minuty pozniej.
Mila: Mamusiu, co robisz?
Ja: Maluje duzy pokoj.
2 minuty pozniej.
Mila: Mamusiu, co robisz?
Ja: Maluje duzy pokoj, ale zapytaj mnie jeszcze raz a bede bila pupcie!
3 minuty pozniej.
Mila: Mamusiu...
Ja: Co znowu?!
Mila: Kocham Cie!
piątek, 21 grudnia 2012
O tym jak sie wyjscie do kina zakonczylo...
Lokalna tradycja sa Christmas Party, czyli innymi slowy Swiateczne imprezy organizowane przez firme. W ramach Christmas party, zazwyczaj firma funduje obiad, kilka drinkow i orkiestre. Grzecznie, do 2 rano.
W mojej nowej pracy, organizowane jest rowniez Christmas Party dla dzieci. Za symboliczne 7 funtow, dziecko dostalo wejscie do kina, popcorn, napoj, cukierki owocowe, pozniej zabawe na placu zabaw (pileczki, zjezdzalnie, te sprawy), malowanie twarzy. Pozniej obiad i wizyte u Mikolaja, ktory wreczal dziecku slodycze. Haczyk poleal na tym, ze musielismy dojechac do centrum rozrywki z kinem i placem zabaw. Dobre 30-40 minut. Wysiadamy z samochodu, ja zmiezam do wyjscia po czym slysze glos malzonka: Tylko nie zapomnij zabrac pieluch! Okazalo sie, ze pieluch "niet" a Mila ma na sobie jedynie pieluchomajtki, ktore tak naprawde wystarcza na 2 porzadne siku. Postanowilismy wiec zrobic jej "emergency potty training" czyli "awaryjne przeszkolenie z nocnika". Co jakis czas pytalismy ja, czy musi isc.
W mojej nowej pracy, organizowane jest rowniez Christmas Party dla dzieci. Za symboliczne 7 funtow, dziecko dostalo wejscie do kina, popcorn, napoj, cukierki owocowe, pozniej zabawe na placu zabaw (pileczki, zjezdzalnie, te sprawy), malowanie twarzy. Pozniej obiad i wizyte u Mikolaja, ktory wreczal dziecku slodycze. Haczyk poleal na tym, ze musielismy dojechac do centrum rozrywki z kinem i placem zabaw. Dobre 30-40 minut. Wysiadamy z samochodu, ja zmiezam do wyjscia po czym slysze glos malzonka: Tylko nie zapomnij zabrac pieluch! Okazalo sie, ze pieluch "niet" a Mila ma na sobie jedynie pieluchomajtki, ktore tak naprawde wystarcza na 2 porzadne siku. Postanowilismy wiec zrobic jej "emergency potty training" czyli "awaryjne przeszkolenie z nocnika". Co jakis czas pytalismy ja, czy musi isc.
Mowila, jak musiala. Na drugi dzien, pozwolilismy jej biegac bez pieluchy. Ani razu sie nie zsiusiala. I tak juz od tygodnia Mila wklada pieluchy tylko do spania. Kilka razy w nocy tez nas wolala ze chce siku. W ciagu dnia nosi zwykle majteczki.
Najlepszy prezent swiateczny tego roku :)
poniedziałek, 19 listopada 2012
Jak zajac dziecko przez... 4 godziny :D
Niedziela jest dniem, ktory spedzam tylko z Mila. Czasem jest fajnie czasem nieco mniej ;) Zalezy to od roznych czynnikow: od tego ile mam prania, ile sprzatania, na ile Mila chce sie bawic sama, na ile ma ochote na ogladanie kreskowek, podczas gdy ja probuje zmyc podloge. Oczywiscie, oprocz obowiazkow domowych, zawsze znajduje czas na wspolna zabawe, na czytanie ksiazeczek, na rysowanie, na opowiadanie bajek. Dzieci podobno nie pamietaja czy ich dom byl czysty jak dorastaly, pamietaja za to ile czasu spedzali z nimi rodzice - i w taki sposob sama przed soba sie usprawiedliwiam ;) Ale czasem, zdarza sie tak, ze trzeba zrobic cos w domu i chcacy pomagac maluch, czasami (wbrew swoim intencjom) utrudnia cala operacje.
Wczoraj potrzebowalam kilku godzin extra. Mialam sporo do zrobienia w kuchni i musialam zajac czyms Mile. W glowie zaswitala mi mysl genialna - bo takie mysli najczesciej pojawiaja sie nagle, znikad i calkowicie niespodziewanie. Wziealm szklanke maki, szklanke soli i troche mniej niz pol szklanki wody. Wymieszalam, tworzac plastyczna mase o konsystencji plasteliny. Posadzilam Mile za stolem, dalam jej moje narzedzia do dlubania w modelinie ktore kupilam 100 lat temu, dalam jej mala, plastikowa butelke w ramach walka, wykrawaczki do ciastek, a na macie teflonowej polozylam przed nia mase solna.
Pokazalam jej co moze z tym zrobic i powiedzialam ze robimy ozdoby na choinke :) Co jakis czas zagladalam, pokazywalam nowe mozliwosci i od nowa zagniatalam kule ciasta. Znudzenie sie zabawa zajelo jej prawie 4 godziny, czego nie udalo sie osiagnac poki co zadnej kreskowce/ksiazeczce, malowaniu kredkami. Po zakonczonej zabawie, co fajniejsze figurki powypiekalam w piekarniku.
Juz szukam inspiracji na przyszly tydzien ;)
Juz szukam inspiracji na przyszly tydzien ;)
czwartek, 18 października 2012
Zadzwonilam dzisiaj do Mamy.
Z odrobina pretensji w glosie zapytalam: Gdzie jest moja McDusia?!
No bo jak to, wydana zostala juz 2 tygodnie temu, a ja jeszcze jej nie czytalam. Nie wiem jak ja wytrzymam te pare dni, zanim mi ja Mamusia przysle :D Juz sie nie moge doczekac. Wprawdzie czytalam kilka nieprzychylnych recenzji, ale z drugiej strony, jestem bardzo ciekawa. Napisze co mysle, jak przeczytam :)
No bo jak to, wydana zostala juz 2 tygodnie temu, a ja jeszcze jej nie czytalam. Nie wiem jak ja wytrzymam te pare dni, zanim mi ja Mamusia przysle :D Juz sie nie moge doczekac. Wprawdzie czytalam kilka nieprzychylnych recenzji, ale z drugiej strony, jestem bardzo ciekawa. Napisze co mysle, jak przeczytam :)
poniedziałek, 8 października 2012
Az ciezko uwierzyc...
... ze nie pisalam od sierpnia. Czas mi poprostu ucieka, wyslizguje sie miedzy palcami. Zanim sie obejrze juz piatek, juz niedziela. Minal tydzien, minal weekend, minal tydzien. Minelo juz prawie 5 lat, odkad tutaj przyjechalam. To bylo bardzo intensywne 5 lat. Poznalam mojego meza. Zaszlam w ciaze i urodzilam Mile. Wyszlam za maz. Mieszkalam w 5 roznych domach, kupilam swoj wlasny - wzielam kredyt na 35 lat. Kupilam 2 samochody. Awansowalam kilka razy, przeszlam przez 5 roznych dzialow w firmie. Zaczelam jezdzic samochodem (prawie;)). Schudlam 15kg, przytylam 43 (ciaza), schudlam 30. Dzialo sie, oj dzialo ;) Bylam w Afryce. Na kolejne 5 lat zyczylabym sobie wiecej stabilizacji, wiecej spokoju. Mniej zmian - jakichkolwiek. Zebym mogla troche odpoczac i troche zwolnic. I podziwiac krajobraz :)
piątek, 17 sierpnia 2012
Bo zabraklo...
- Mila! Dlaczego pomalowalas stolik na zolto?! - zdenerowala sie mama.
- Nie ma niebieskiej kredki... - Odpowiedziala Mila.
- Nie ma niebieskiej kredki... - Odpowiedziala Mila.
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Swiat w oczach Mili
Zostalismy zaproszeni do resteuracji z okazji rocznicy slubu. Bylismy tam juz kilka razy, swietne miejsce, mila obsluga (w tym kilku Polakow), smaczne jedzenie. Mila rozsiadla sie w krzeselku i zaczela sie rozgladac. W pewnym momencie wlepila wzrok w sufit. Podazajac za jej wzrokiem zobaczylam "disco balls", ktorym zrobilam zdjecie.
- Co tam widzisz Miluniu? - Zapytalam.
- Slonce i planety! - Odpowiedziala moja dwuletnia coreczka.
niedziela, 12 sierpnia 2012
Dziecko w samolocie
Pomyslalam sobie, ze napisze, bo moze akurat sie komus kiedys przyda.
Latalysmy z Mila do Polski juz 4 razy. W sumie, to 8 lotow samolotem, wiec mam pewne doswiadczenie w tej materii ;)
Gdy lecialysmy po raz pierwszy, Mila miala niecale 3 miesiace. Pomimo moich obaw, napedzanych rowniez obawami mojej mamy (No bo jak to, takie maniunie dzieciatko, ciagnac samolotem!) Pierwszy lot przebiegl bez wiekszych przygod. Poniewaz dziecko bylo male, moglam ja spokojnie nosic w nosidelku (chuscie jak ktos woli), nie bralam wozka, bo w Polsce mialam po bratannicy. Nie mniej, jesli ktos chce zabrac wozek, to tez nie ma problemu. Zazwyczaj wozkiem mozna dojechac az pod samo wejscie do samolotu i po zlozeniu oddaje sie go Panu z obslugi lotniska i odbiera po wyjsciu z samolotu w specjalnie wyznaczonym miejscu, badz z bagazem. Nawiasem mowiac tym samym lotem leciala inna swiezo upieczona mama, ktorej dziecko mialo hmmm 5 tygodni? 6? Nie chce sklamac, ale bylo mlodsze od Mili.
Powiem szczerze, ze ten pierwszy lot wspominam najmilej. Bardzo sie balam i denerwowalam, jak to bedzie. Poza tym lecialam sama, wiec martwilam sie, ze nie dam rady. Ale trzeba przyznac, ze im dziecko mniejsze, tymbardziej wszyscy sklonni do pomocy ;)
Pozniej latalysmy gdy miala 11 miesiecy, 15 miesiecy i 23 miesiace. Teraz wybieramy sie we wrzesniu i Mila nie moze sie doczekac. Ciagle mnie pyta: Polecimy do Babci i Dziadzia? Do Polski? Samolotem? We wrzesniu? Bedziemy budowac z klockow z Babcia?
A teraz kilka slow o tym, jak sobie radzic z obsluga dziecka w podrozy.
Jesli chodzi o przewijanie, to jest to najmniejszy pikus. Na lotniskach znajduja sie odpowiednie przybytki, gdzie mozemy mlodziez przepieluszyc.
Karmienie tez jeszcze nigdy nie sprawilo klopotu. Zazwyczaj jesli wspomnimy milym paniom/panom kontrolujacym bagaz podreczny ze mamy mlodziez, ktora sie opiekujemy i powiemy ze zaraz zbliza sie pora karmienia, to bez problemu przepuszcza sloiczki (kupne, nie wiem jak z domowymi), jogurty, serki czy wode w butelce dzieciecej - niezbedna do rozmnieszania kaszki.
Niektore lotniska maja zorganizowane place zabaw dla dzieci, ktore skutecznie zajmuja uwage dziecka miedzy odprawa a lotem, ale jak wiadomo: przezorny zawsze przygotowany. I takie tam ;) Dobrze miec jakas nowa badz dawno nie uzywana zabawke/ksiazeczke/gazetke cos czym mozna delikwenta/delikwentke zajac na pare godzin.
Wazne: jesli dziecko jest w wieku, w ktorym karmimy je piersia/butelka, dobrze postarac sie je przetrzymac do startu/ladowania. Ssanie zmniejsza bol uszu spowodowany zmianami cisnienia w kabinie. Inaczej dobrze miec smoczek, badz butelke z woda.
Wazne 2: Jesli mamy inne niz dziecko nazwisko, musimy pamietac o akcie urodzenia dziecka. Inaczej mozemy miec problemy z wwiezieniem/wywiezieniem dziecka z kraju. Zdarzylo mi sie ze wymagano ode mnie tegoz dokumentu.
Wazne 3: Wiekszosc linii lotniczych kieruje sie zasada, ze dzieci do 2 lat siedza na kolanach u rodzicow, przy czym placi sie mniej za przelot. Z jednej strony jest to wygodne finansowo - zwlaszcza ze czasem mozna sie zalapac na wolna miejscowke. Z drugiej strony, trzymanie dwulatka na kolanach przez kilka godzin lotu moze byc traumatycznym przezyciem dla obydwu stron.
Jesli ktos ma jeszcze jakies pytania: polecam sie :)
czwartek, 9 sierpnia 2012
Przelamujac... sie.
Z troche innej beczki. Pisalam prawie rok temu, ze zaczelam chodzic na lekcje jazdy samochodem. Bylam na dwoch. Pierwsza byla super. Niedziela rano, sloneczko swieci, ulice puste, zero stresu, radosc z bycia za kierownica. Lekcja druga. Czwartek po poludniu, ulewny deszcz, ciemna noc (listopad), szalony ruch na ulicach, trabiacy i wyprzedzajacy kierowcy. Na zakonczenie instruktor, ktory powiedzial ze spodziewal sie po mnie wiecej. Nie obchodzilo go to, ze nigdy wczesniej nie jezdzilam po ciemku, ani w deszczu. Trzeciej lekcji nie bylo.
Do Maja (a moze kwietnia?). Wzielam sie w garsc, znalazlam nowego instruktora. Wspanialego, cierpliwego czlowieka, ktory nie dosc ze bral mniej za lekcje, to jeszcze potrafil wydobyc ze mnie jako kierowcy, to co najlepsze. Wspanialy pedagog kierownicy. W ubiegly piatek sama przywiozlam Mile od niani. No dobrze, maz siedzial kolo mnie, ale ja prowadzilam, ja zmienialam biegi, ja kierowalam.
Jestem z siebie szalenie dumna, ze sie nie poddalam. I tego chcialabym nauczyc Mile.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

