poniedziałek, 1 września 2014

Reaktywacja?

Nie bylo mnie tu dlugo i intensywnie a blog moj zial pustka poprzez rok z hakiem. Tak sobie mysle, ze czas to nadrobic. Czas zlapac za klawiature i zaczac sie znow produkowac. Dziecko moje zaczyna szkole. Tak, nie masz drogi czytelniku zwidow. Szkole. W wieku lat czterech i jedna czwarta moja pierworodna rozpoczyna przygode z Edukacja. A mianowicie z tak zwana P1 czyli Primary 1. Cos mniej wiecej jak nasza zerowka. W zwiazku z czym goraco pozdrawiam rodzicow, ktorzy mowia ze ich dziecko nie pojdzie do szkoly w wieku lat 6. U nas nie ma przepros. Pakujemy mlodziez w mundurek, pudelko na sniadanie w reke, plecak na plecy i jazda sie ksztalcic mlodziezy. Dodatkowo w soboty zaczynam szkole polska. Ku przerazeniu babci lokalnej, ktora twierdzi ze dziecko bedzie zmeczone. Szczerze powiedziawszy ja tez sie obawiam. Mila mowi dobrze po polsku, jak na dziecko "mieszane", ale nie mowi idealnie. Przekreca slowa, zle odmienia itd. Ja i tak jestem z niej bardzo dumna, ale boje sie jak sobieda rade. Boje sie ze inne dzieci beda jej dokuczaly czy sie z niej smialy. Z drugiej strony, wiem ze nie moge trzymac jej pod kloszem i wiem ze musi nauczyc sie sobie radzic sama. Ona jest bardzo otwarta i przykjacielska. Mam nadzieje ze szkola jedna i druga, nowi koledzy i nowi nauczyciele w niej tego nie zmienia.

środa, 7 sierpnia 2013

Dzien Matki

- Kiedy jest dzien matki? Zapytala mnie wczoraj Mila. - 26 Maja - odpowiedzialam. - A noc matki, kiedy jest? :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Ogrod

W czerwcu w wypadku samochodowym zginal pradziadek Mili. Wszyscy uczestnniczylismy w pogrzebie. Gdy weszlismy na cmentarz, Mila zaptala: Mamusiu, czy tu jest ogrod Pana Boga?

wtorek, 16 kwietnia 2013

Jaka matka taka corka ;)

Powiedzmy sobie otwarcie: mam obsesje na punkcie Garego Lightbodyego ze Snow Patrolu. No bo mam. Bo podobaja mi sie teksty, a od zawsze bylam zafascynowana slowem pisanym, bo mam wrazenie ze wlamal sie do mojej glowy i spiewa o tym co w niej siedzi. W oczy tez mnie specjalnie nie kluje, bo jest (co tu duzo mowic) w moim typie: wysoki, niebieskooki i kudlaty :D
Wyslano mnie na trening do Belfastu na kilka dni i gdy wrocilam, steskniona za dzieckiem postanowilam sie potarzac z nia na dywanie. Wlaczylam TV zeby grala nam jakas muzyka i tak sie stalo, ze na srebrnym ekranie pojawil sie Gary. Nagle Mila zamarla.
- Cicho Mamusiu! To moja ulubiona muzyka! - zawolala po czym zaczela wpatrywac sie w ekran.
- O! To moj Tatus! - Zawolala, gdy zobaczyla Garego. Juz prawie mialam dodac ze to mamusi pobozne (lub nieco mniej;) zyczenie, ale ugryzlam sie w jezyk i postanowilam uswiadomic ja za wczasu.
- Nie kochanie, to nie Twoj Tatus, to Gary Lightbody.
- Ooooooh... - dodala Mila rozmazonym glosem - To moj ulubiony Gary Lightbody!

Zeby wyjasnic pomylke Mili, dodam tylko ze jej Tatus wyglada troche jak G.L. z tym ze jest rudy i troche bardziej zarosniety, ale video bylo czerwonawe, wiec o blad latwo ;)

środa, 13 marca 2013

Przychodzi baba do lekarza...

... a raczej dzwoni. Zeby sie umowic na wizyte. Pani w recepcji odpowiada: najblizszy termin: przyszly czwartek.
Baba mowi: Ale ja tutaj do przyszlego czwartku nie wytrzymam. Co noc od kilku dni boje sie ze znajde pluca na poduszce, tak okropny mam kaszel, mam 38.7 temperature, nie moge sama zejsc z lozka, potrzebuje zwolnienie do pracy a na dodatek moja 2.5 letnia coreczka ma takie same objawy.
Pani w recepcji odpowiada: oddzwoni do Pani lekarz.
Po 2 godzinach lekarz oddzwania. Przez telefon: Dam Pani antybiotyki (w ciemno) i coreczce tez (tez w ciemno).
Po tygodniu objawy dalej takie same, antybiotyk wyjedzony. Mozliwosc wizyty kontrolnej za kolejne 1.5 tygodnia. Temperatura jak byla tak jest, kaszel tak samo. Na szczescie mija po kolejnych kilku dniach, sam z siebie.
Dzisiaj, po kolejnych dwoch tygodniach smieje sie z tej historii - zeby nie plakac. Ludzie w Polsce narzekaja na sluzbe zdrowia, ale tutaj wcale nie jest lepiej. To tylko jeden z wielu przykladow. Moze kiedys sie pokusze i rozwine temat.

wtorek, 26 lutego 2013

Makijaz

Mila dostala od babci torebke. Chodzila z nia dumna prezentujac ja wszystkim mniej lub bardziej zainsteresowanym. Aby jej zawartosc jak najbardziej przypominala mamusiowa, dorosla torebke, Mila postanowila dorzucic obgryziona bezbarwna pomadke. Oczywiscie pomadce po matce nie dane bylo spoczac na dnie, lecz byla wyciagana co 30 sekund, Mila ostentacyjnie malowala nia sobie usta po czym odkladala ja na miejsce. W koncu przyszedl wieczor, czas bylo klasc sie spac. Mila zapidzamowana, z umytymi zebami i przyleglosciami nagle sie zerwala:
- Mamusiu! Ja nie moge tak isc spac!
- Jak?
- Tak "z makijazem"! Przed spaniem zmywa sie makijaz!

:D

środa, 13 lutego 2013

Smierc Poetki

Kilka lat temu obejrzalam film pt. Sylvia, z Gwyneth Paltrow w roli glownej. Wydaje mi sie ze ogladalam go przynajmniej 2 razy, a moze wiecej. Opowiada on o malzenstwie jednej z moich ulubionych poetek, Sylvii Plath. Dwa dni temu przypadla 50. rocznica smierci Sylvii. Nie czytalam jej wierszy od bardzo dawna, chyba dlatego ze jestem umiarkowanie szczesliwa (odpukac) i nie mam potrzeby siegac do przygnebiajacej lektury poezji jej autorstwa. Nie mniej w pewnym momencie uswiadomilam sobie, jak bardzo zmienilo sie moje postrzeganie swiata. Jak pisala szymborska: Nie kazdy lubi poezje ergo: nie kazdy zna zyciorysy poetow, dlatego pozwole sobie przyblizyc dwa zdania z Wikipedii poswiecone Sylvii: Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie.
Gdy po raz pierwszy obejrzalam film, dzieci mnie jakos bardzo nie poruszyly. Wiedzialam ze je miala, wiedzialam ze popelnila samobojstwo gdy byly w domu. Najbardziej przezywalam fakt, ze zrobila to, gdyz byla w depresji. Zostawil ja maz. Zostawil ja dla innej kobiety. Nota bene ta "inna kobieta" tez popelnila samobojstwo, w dokladnie taki sam sposob jak Sylvia, nie silac sie jednak na subtelnosc, zabila rowniez swoja mala coreczke.
X lat pozniej jest mi rownie przykro, z powodu smierci jednej z moich ulubionych poetek. Jednak teraz wydaje mi sie, ze nigdy nie powinna miec dzieci. To po pierwsze. Po drugie, mam strasznego wkurwa na Teda Hughesa, jej meza. Nie tylko za to, ze ja zostawil, ze polecial wic gniazdo z inna, ale dlatego, ze nie zabral ze soba dzieci. Ze sie nimi nie zajal. Ze nie dal jej czasu i przestrzeni na zajecie sie soba, pomimo ze zdawal sobie sprawe ze stanu zdrowia swojej zony. Ze jej nie pomogl. Dokopalam sie rowniez do informacji na temat dzieci Sylvii, Friedy i Nicholasa. Frieda odziedziczyla po matce talent pisarski, mieszka obecnie w Australii. Nicholas odziedziczyl po matce depresje i sklonnosci samobojcze. Powiesil sie w 2009 roku.
Mysle, ze bylaby szczesliwsza nie bedac matka, nie bedac odpowiedzialna za Twoje malych ludzi, skoro nie mogla poradzic sobie sama z soba.